Moja dwunastoletnia córka pojechała pierwszy raz na obóz harcerski. Zdziwiłam się, bo do tej pory jeździła z nami na wczasy i brzydziła się np. załatwiania potrzeb w lesie. Na obozie panowały spartańskie warunki – spanie w namiotach bez podłogi na sprężynowych łóżkach polowych z jednym niewielkim obiektem sanitarnym dla pięćdziesięciorga dzieci. Lepiej zorientowana matka klasowa uświadomiła mi, ze na ten obóz jedzie chłopiec, w którym kochają się platonicznie wszystkie dziewczynki z klasy mojej Kasi. Skoro „serce nie sługa”, pozwoliłam dziecku na wyjazd, choć do końca nie byłam pewna, czy dobrze robię. Wreszcie mąż mnie przekonał, że taki wyjazd przyda się tej rozpieszczonej nadmiernie grupie i po powrocie bardziej docenią to, co mają.

Codziennie dzwoniliśmy do Kasi w wyznaczonych przez opiekuna godzinach. Przypominałam jej o kremach z filtrem, sprayu przeciwko komarom i kleszczom itp. Moja córka jednak pozytywnie mnie zaskoczyła. Zapewniła, że o wszystkim pamięta, bo przecież nie chciałaby tu sprawiać kłopotów jakimś poparzeniem słonecznym. Są o tyle ważniejsze rzeczy – dodała. Pytana o szczegóły opowiadała, ze codziennie pokonują spore odległości, uczą się rozpalać ognisko, sami obierają warzywa na obiad, szykują posiłki, zmywają naczynia. To było zadziwiające, bo w domu nie chciało jej się nawet odnosić naczyń do zmywarki. Nie mogłam się nadziwić, że maleńka Kasia tak wydoroślała przez dwa tygodnie!

ładna dziewczyna

Gdy minęły trzy tygodnie, pojechałam odebrać moją ukochaną córeczkę z parkingu pod szkołą. Z autokary wysypała się gromada wyrośniętych, ślicznie opalonych dzieciaków. Szukałam w tej głośnej gromadce mojej Kasi i…nie mogłam jej znaleźć! W końcu weszłam do autokaru i…była. Powolutku pakowała resztę swoich rzeczy. Na mój widok uśmiechnęła się dziwnie słabo. Podeszłam, i uściskałam ją najmocniej jak mogłam. Tak bardzo tęskniłam. Nagle zauważyła, ze moja Kasia szlocha. Przeraziłam się i spytałam, co się stało. Moje dziecko jednak nic nie chciało mi powiedzieć.

Wcześniej nie zdarzyło nam się takie milczenie, jak podczas powrotu samochodem do domu. W głowie kłębiło mi się milion myśli – zakochała się nieszczęśliwcze, pokłóciła z przyjaciółkami? Po rozpakowaniu plecaka córka wzięła kąpiel i powiedziała, ze jest bardzo zmęczona i idzie spać. Możemy obejrzeć sobie zdjęcia w telefonie, bo ona nie ma siły i musi odpocząć. Bardzo mnie to zaniepokoiło. Gdy zajrzałam za chwilę do jej pokoju, słodko spała. Ucałowałam ją w czoło i stwierdziłam, że Kasia jest rozpalona..Postanowiłam pójść z nią na drugi dzień do lekarza.

Rano Kasia wstała w lepszej formie, ale poruszała się dziwnie powoli z widocznym trudem. Powiedziałam jej o wizycie u pediatry. zaskoczyła mnie stanowczość z jaką poinformowała, ze nigdzie nie pójdzie. Oczywiście próbowałam ją przekonać i powiedziałam o swoich podejrzeniach związanych z boreliozą. Kasia wtedy rzekła, ze to nie to. Byłam wstrząśnięta! Moja córka wie, co jej dolega i odmawia wizyty u lekarza? Czy ktoś zrobił jej straszna krzywdę?! Teraz już nie miałam zamiaru dać się zbyć tak jak wczoraj. Przytuliłam Kasię i cichutko powiedziałam, ze wszystko mi może powiedzieć. Z ogromnym trudem opanowywałam emocje.

czyrak w miejscu intymnym

Dużo czasu upłynęło, jak trzymałam dziecko w objęciach, aż wreszcie zaczęła mówić. Oznajmiła, ze ona już niedługo będzie z nami, bo jest strasznie chora. Mroczki pokazały mi się przed oczami i musiałam usiąść z córka na kanapie. Wtedy syknęła z bólu. Spytałam, co ja tak boli. Kasia rozpłakała się i z łkaniem opowiedziała, ze boli ja tam, na dole. Włączył mi się alarm i zaczęłam wypytywał ostrożnie, czy ktoś ją skrzywdził. Kasia zaprzeczyła. Nic z tych rzeczy. Kilka dni temu zauważyła, ze ma problemy z oddawaniem moczy, a potem przy myciu odkryła szczypiącą narośl.

Stwierdziła, że to na pewno rak i umrze niedługo. Teraz już nie czekałam. Zabrałam Kasie tak jak stała, w piżamie i pojechałam na pogotowie. Okazało się na szczęście, ze to był czyrak w miejscu intymnym . Trzeba było go usunąć i oczyścić ranę, ale po kilku dniach moje dziecko wróciło do pełnego zdrowia. Winne było prawdopodobnie niewielkie zadrapanie podczas oddawania moczy w lesie. Wdała się infekcja i wrzód gotowy. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here